Bardzo lubię chodzić ulicami Grodna, które powstały w latach międzywojennych. Są to ciche uliczki z drewnianą zabudową, które oddzielają murowane historyczne XIX-wieczne centrum od nowoczesnych wielopiętrowych dzielnic. Nazwy tych ulic czarują – Mickiewicza, Słowackiego, Rejmonta, Miodowa, Ceglana, Lelewiela… Wszystkie domy tu są jak stare przyjaciele, każdy ze swoim losem, swoją historią.

Prawe w żadnym z tych domów nie ma już dawnych, samych pierwszych, mieszkańców, ale budynki jeszcze się trzymają i mogą wiele o sobie opowiedzieć.

Te budynki są bardzo ciekawe o ile każdy był budowany odpowiednio z gustem, modą epoki i możliwościami finansowymi gospodarza. Przykładem wieloletni pracownik cegielni Stanisławowskiej mógł zbudować dla siebie zwykły drewniany domek, ale z obowiązkową „salką” na poddaszu. Miejski urzędnik zamawiał dom w „stylu zakopiańskim” z wysokim dachem z pod którego widać krokwi, a także zdobił okna i drzwi – słoneczkami, wąskimi listwami przybijanymi promieniście. A już architekt projektował sobie drewniany czy murowany dom w stylu modernistycznym. Przed II wojną światową modernizm stanowił w Polsce styl obiektów elitarnych, takich jak wille, czy też budynków użyteczności publicznej. Już pisaliśmy o najciekawszych modernistycznych budowlach Grodna – Domie Strzelca i oddziale powiatowym Banku Polskiego, ale pozostało sporo domów prywatnych. Unikatowym faktem jest to, że w Grodnie zachowało się jeszcze wiele domów modernistycznych, zrobionych z drewna. Kilku z tych domów, do przykładu przy ulicy Ceglanej Nr10, są pokryte specjalnym tynkiem. Budownictwo modernistyczne z drewna jest wyłączną cechą naszego regionu, Grodna i najbliższych okolic. Niestety i w Grodnie takich domów jest co raz mniej.

 

 

Wśród większości drewnianych domów na obrzeżach międzywojennego Grodna budowano też i kamienice. Bardzo ciekawa pod względem różnorodności stylówarchitektonicznych jest ulica Rejmonta. Tu można „spotkać” i drewniany już wzmiankowany modernizm (ul. Rejmonta Nr16), i domki w stylu zakopiańskim (ul. Rejmonta Nr10), i pseudoklasycystyczny portyk w kamienicy polskiego oficera (ul. Rejmonta Nr18). Na drewnianych drzwiach widać muzulmańskich księżyc i półmiesiąc, jak na domie tatarów Szumskich (ul. Rejmonta Nr14), tak i okienko na poddaszu w kształcie krzyża. A naprzeciwko domu Szumskich jest budynek (ul. Rejmonta Nr9) gdzie jeszcze można podziwiać drzwi z zachowaną rzeźbą kobiety i mężczyzny przy pracy.

 

 

 



W międzywojennym Grodnie naprawdę wiele budowali z drewna jako prywatne osoby tako i państwo. A największą państwową inwestycją w mieszkalne budownictwo było powstanie tak zwanego Osiedla Robotniczego. W latach 20ch. XX wieku od ulicy Podolnej około mostu kolejowego do ulicy Jerozolimskiej wzdłuż starego prawosławnego cmentarza ciągnęła się bezimienna ulica. Była długa i zagięta dla tego otrzymała nieoficjalną nazwę Ślimak. Zaczynając od lat 30ch, kiedy rozpoczął się kryzys ekonomiczny, powstało tu nielegalne osiedle grodzieńskich bezdomnych i bezrobotnych ludzi. W maleńkich domkach z dykty mieszkali rodziny, w których mężczyźni stracili pracę. Chore głodne dzieci, chude zmęczone kobiety, zdesperowani w marnym poszukiwaniu zarobku mężczyźni, wszystko to wyglądało jak hańba dla Grodna.

Rada miasta cały czas myślała o tym jak pomoc bezrobotnym. Trzeba było dać ludziom prace i mieszkania. W Grodnie nie było nowoczesnej centralnej kanalizacji i władze zdecydowali się rozpocząć jej budowle na szeroką skale. Głównymi pracownikami na budowli akurat mieli zostać mężczyźni ze Ślimaka. Ale był jeszcze problem mieszkań. Jeszcze w styczniu 1930 roku Rada Miasta podjął decyzję o wydzieleniu 200 tysięcy złotych na budowę tanich domów z jednym pokojem i kuchnią. Ale sprawa się zaciągnęła.

 

 

 

Do początku 1933 roku ilość chętnych otrzymać mieszkania doszła do 207. Jakoby były i środki finansowe ale miasto musiało jeszcze znaleźć odpowiedni teren pod budowle. W 1934 roku książę Jan Drucki-Lubecki przydzieli dla miasta 11,6 ha ziemi pomiędzy traktem na Skidel i szosą na Lidę. Było to około osiemdziesięciu placów, z których połowa musiała odejść pod domy, a połowa pod ogródki. Najpierw zbudowano czasowe mieszkania, tak zwane „bieda-budy”, później te domki zrujnowano.
Po otrzymaniu kredytów wiosną 1936 r. poczęto budować 41 dom. Jeden domek kosztował 5293 złotych, co wyznaczało zwrot kredytu po 16 złotych co miesiąc na 30 lat. Później koszty trochę obniżono. Obliczono, że kredyty będą wypłacane aż do 1971 roku! We wrześniu 1936 r. Rada Miasta zatwierdziła nazwy ulic w Osiedlu Robotniczym – Ustronie, Ofiarna, Zwycięska, Bratnia. Dwie ostatnie nazwy ulic funkcjonują do dziś.

Na dzień dzisiejszy na byłym Osiedlu Robotniczym ocalało około dwudziestu przedwojennych drewnianych domów podzielonych na trzy typy. Niestety dzisiaj ich bardzo aktywnie przebudowują właściciele. Jakiś dom oblepiają płytami winylowymi, do innego dobudowują pokoik, inny całkiem rujnują i wznoszą „normalną” kamienicę.

Stare drewniane domy, niestety, odchodzą. Każdego roku ich jest co raz mniej. Ale jeszcze czas pochodzić po mieście, popatrzyć na nich i porozmawiać jak ze starymi przyjaciółmi.

 

 

 

Scroll to top