„Świst pary przerwał mi pasmo mych myśli ze świata przeszłości. Wyjrzałem przez okno wagonu. Był jasny, tchnący świeżością wiosny i chłodem rosy poranek. Dojeżdżaliśmy do Grodna. Pociąg nasz, niby ptak prujący powietrze, przebiegał po wyniosłym moście nad masztami wicin litewskich. W dole wił się w głębokim jarze płowy Niemen, a kilka secin białych drewnianych domków piętrzyło się na urwistych i stromych wybrzeżach rzeki.

Na szczęście byłem u kresu niewolniczej podróży kolejowej, bo pociąg nasz, przebywszy szybko most na Niemnie i ogromny przekop góry miejskiej, stanął przed dworcem grodzieńskim”. Tak rozpoczął swoje opowiadanie o podróży po Niemnie jeden z najbardziej popularnych znawców naszej dawnej historii Zygmunt Gloger. Naprawdę, jeden z najlepszych widoków naszego miasta otwiera się z mostu kolejowego. A mosty są bardzo ważną częścią naszej historii i całego ludzkiego życia! Lubimy, jadąc pociągiem czy autokarem, przycisnąć się do okna żeby zobaczyć, jak po obie strony do nas rozciąga się srebrna wstążka rzeki. Mosty łączą miasta, państwa i, co jest najważniejsze, ludzi. Spodziewamy się że opowiadanie o mostach Grodna będzie ciekawe dla czytelników „Magazynu Polskiego”.


Tradycyjne najstarszym malunkiem naszego Grodna jest wydany w 1568 roku w Norymberdze przez grafika Mateusza Zündta jako miedzioryt malunek Hansa Adelhausera. Na malunku pokazano wizytę poselstwa moskiewskiego do Wielkiego Księstwa Litewskiego w czasie Wojny Inflanckiej. Na tle tego spotkania wspaniale widać miasto, położone na wzgórzach za Niemnem. Dobrze widać Cerkiew na Kołoży, Zamek Witolda, drewnianą jeszcze Farę Witoldową, najstarszy miejski ratusz. A lewy i prawe brzegi Niemna są połączone mocnym drewnianym mostem. Stoi na tak zwanych „kleciach” – konstrukcjach zrębowych, opuszczonych do wody i zapełnionych kamieniami. Obok tych zrębów są wbite w dno wody wielkie pale. Przy zejściu z mostu na lewy brzeg stoi budynek ze spiczastym dachem – jak miarkują specjaliści była to komora celna dla pobierania podatków od kupców, przechodzących przez most. A było ich wiele. Na miedziorycie widać jak niosą przez most bogate towary – wyroby jubilerskie, ciosy słoniowe, skóry zwierząt futerkowych…

 


A jednak mosty drewniane na wielkich rzekach nie mogą stać długo. Może jakieś dwa czy trzy dziesięciolecia. I kiedy w samym końcu XVI wieku do Grodna zawitał sztycharz i kartograf Tomasz Makowski w Grodnie już funkcjonował inny most przez Niemen. W 1600 roku narysował nasze miasto prawie z tego miejsca, co i Adelhauser. Grodno przedstawia się nam już prawie stolicą – renesansowy Zamek królewski, murowana Fara Witoldowa i kościół bernardyński, a przez Niemen do miasta prowadzi pokryty specjalnym dachem długi i niski most, zabezpieczony od lodu specjalnymi konstrukcjami. Most z roku 1600 roku jest o wiele zręczniejszy od tego z malunku Adelhausera z przed trzydziestu lat. Taki most był częścią najważniejszego szlaku Rzeczypospolitej który prowadził od Warszawy do Wilna i którymi przejeżdżali królowe.
W „Polonii” Szymona Starowolskiego, dziełka wydanego po raz pierwszy w roku 1632, o naszym mieście czytamy: „Grodno zaś, nad rzeką Kronon, czyli Niemnem położone, zamek ma niebrzydki na miejscu bardziej wyniosłym, zbudowany przez króla Stefana, który dość chętnie tu bawił dla łowów grubego zwierza, na przykład łosi, turów, a także niedźwiedzi. Miłościwy natomiast król Zygmunt III mostem Niemen ujarzmił, drewnianym wprawdzie, lecz tak podług prawideł sztuki zbudowanym, że podobnego Polska nie ma”.


Sytuacja gospodarcza w Rzeczypospolitej była tak dobra, a znaczenie Grodna jak miasta na drodze z Warszawy do Wilna tak wielkie, że na początku lat 50-ch XVII wieku Sejm zadecydował o wydzieleniu środków na budowanie w Grodnie kamiennego mosta przez Niemen. Niestety wojna z Moskwą i Szwecją zrujnowała gospodarke państwa i o takich pomysłach w następnych dziesięcioleciach już nie mówiono.

 


Oryginalne mosty przez Niemen w Grodnie były zbudowane przez Rosjan w 1706 roku. Wojska rosyjskie znajdowały się w Grodnie otoczone przez wojsko króla Szwecji Karola XII. Król spodziewał się że głodówka z oblężonym Grodnie zdziesiątkuje wojsko rosyjskiego cara Piotra I i on wejdzie do miasta prawie bez walki. Tak się i wydarzyło tylko w innych okolicznościach. Korzystając z nieobecności Szwedów Rosjanie w kwietniu 1706 roku wybudowali prowizoryczne mosty przez Niemen i w ciągu jednej nocy przeszli na południowy brzeg rzeki zostawiając Karola XII daleko za sobą. Zbudowano te mosty z konstrukcji zrębowych domów, które wypychano na lod i opuszczano pod wodę. Dalej zapełniano tę konstrukcje kamieniami, kulami armatnimi, kawałkami ołowiu. Później trzeba tylko było położyć na te prowizoryczne filary deski czy bierwiona i już można było przedostać się na drugi brzeg rzeki. Akurat wtedy Rosjanie zatopili w Niemnie swoje armaty, trzy z których wydobyto z rzeki w 1966 roku.


Jeszcze jeden ciekawy epizod historii Grodna w XVIII wieku był związany z osobą wielkopolanina Michała Sokolnickiego, znanego działacza wojskowego i inżyniera. W 1792 został kwatermistrzem generalnym armii litewskiej w wojnie polsko-rosyjskiej. Zajmował się budową fortyfikacji, stanowisk artylerii, magazynów. W czerwcu tegoż roku pod Grodnem zbudował z tratw oryginalnej konstrukcji most pływający w kształcie łuku zaklinowanego prądem rzeki Niemen, po którym przeszły cofające się wojska polskie z taborami i artylerią. Pisał później, że idea zbudować taki most przyszła mu do głowy, kiedy zobaczył łuki jakiejś zrujnowanej świątyni w Grodnie. Może to była Fara Witoldowa, która regularnie cierpiała od pożogi?


Cały XIX wiek obydwa brzegi Niemna w Grodnie były tyko sporadycznie złączane niskim drewnianym mostem na łodziach. Na zimę taki most rozbierano a wiosną odbudowywano go na nowo. Most znajdował się przy końcu ulicy Mostowej, tam gdzie teraz mieści się plaża miejska i stacja ratowania ludzi na wodzie. Przeprawa przez rzekę takim mostem była nie bardzo bezpieczną przygodą. Najpierw trzeba było zjechać do wody po stromej ulicy, a później przejechać po wąskim moście zbitym z namokłych desek. A jednak w każdym razie było to lepiej, niż w ogóle żyć bez żadnego mostu.


Biegły lata i do Grodna doszedł progres w postaci kolei i pociągów. Już od lat 1850-ch budowano kolej od ówczesnej stolicy Rosji Petersburga do Warszawy. Na kolei Petersburgsko-Warszawskiej było wybudowano aż trzydzieści pięć mostów. Byli to przeważnie arcydzieła myśli technicznej tych czasów, zaprojektowane przez najlepszych inżynierów francuskich. Kolejowy most przez Niemen powstał w latach 1861 – 1864, prawie pół wieku przed mostem dla powozów konnych i automobili. Co prawda rada miasta Grodna zabiegała o budownictwo mostu jednocześnie i kolejowego i dla wozów i pieszych ludzi. Ale o ile to powodowało znaczny wzrost kosztów budownictwa, to kierownictwo kolei nie wykazało większego zainteresowania tą propozycją.

 


W celu zmniejszenia kosztów budownictwa była też podjęta decyzja odmówić się od budownictwa tunelu dla pociągów od razu za mostem w rejonie ulicy Jerozolimskiej (teraz Antonowa). W zamian tunelu był wykopany olbrzymi rów, który możemy oglądać do dnia dzisiejszego. Mianowicie o tym „ogromnym przekopie góry miejskiej” wzmiankuje Zygmunt Gloger na początku naszego opowiadania. Kolejowy most przez Niemen był pierwszą w naszym kraju tak wielką konstrukcja metaliczną i kosztował aż 200 tysięcy rubli carskich.


Most został wysadzony w powietrze podczas wycofania się armii rosyjskiej w 1915 r. Wkrótce saperzy niemieccy zbudowali obok wysadzonego drewniany most kolejowy przez Niemen i wznowili ruch pociągów. W kwietniu 1919 r. niemieckie władze wojskowe wydały ultimatum dla mieszkańców Grodna, domagając się kompensacji za most i grożąc jego wysadzeniem. Niemcy most nie zniszczyli ale został spalony jesienią 1920 r. podczas wojny polsko-radzieckiej wraz z sowieckim pociągiem pancernym. Strategicznie ważny most kolejowy przez Niemen został odbudowany w 1923 r. zgodnie z projektem inżyniera wojskowego Niesieckiego. 18 kwietnia 1923 r. pierwszy pociąg z polskimi ministrami i urzędnikami minął świeżo odbudowany most. Co ciekawe, do 1923 r. Grodno nie miało bezpośredniej komunikacji kolejowej z Wilnem, ponieważ odcinek linii kolejowej do Wilna był w rękach Litwinów, a pociągi z Warszawy do Wilna jechały przez Wołkowysk i Lidę. W 1934 r. most kolejowy został znacznie wzmocniony i stał się dwutorowy. Wysadzono go w nocy z 23 czerwca 1941 r. i odbudowany przez Niemców jesienią tego samego roku. W okresie powojennym most był kilkakrotnie przebudowywany bez zamykania linii kolejowej. Dziś terytorium mostu jest pod stałą ochroną. W czasach radzieckich nawet wzniesiono betonowe stanowiska strzelnicze z polami ochronnymi na obu brzegach rzeki w pobliżu mostu. Most funkcjonuje do dziś i mianowicie z niego po raz pierwszy widzą Grodno turyści z całej Polski który pociągiem jadą na Białoruś.

 

Scroll to top