„Świst pary przerwał mi pasmo mych myśli ze świata przeszłości. Wyjrzałem przez okno wagonu. Był jasny, tchnący świeżością wiosny i chłodem rosy poranek. Dojeżdżaliśmy do Grodna. Pociąg nasz, niby ptak prujący powietrze, przebiegał po wyniosłym moście nad masztami wicin litewskich. W dole wił się w głębokim jarze płowy Niemen, a kilka secin białych drewnianych domków piętrzyło się na urwistych i stromych wybrzeżach rzeki.

Ryby z dawnych czasów byli dla grodnian ważnym źródłem żywności. Można śmiało powiedzieć że ryby w Niemnie i jej dopływach zawsze nie brakowało. W Grodzieńskim Muzeum przechowywane są haczyki na ryby prawie dziesięciocentymetrowej długości, a archeolodzy odkryli na zamku w Grodnie szczątki ryb z kręgami o średnicy 3-4 centymetrów. Ryba, która ma taki szkielet, miała mieć długość około dwóch metrów.

Eliza Orzeszkowa w życiu społecznem Grodna zbyt wybitną odegrała rolę, ażeby ślady jej wieloletniego tu pobytu nie zostały uwiecznione. Bodaj po raz pierwszy ujrzała Grodno młodziutka Eliza w 1849 r., będąc jeszcze 7 letnim dzieckiem, skąd z ukochaną babką swoją, Elżbietą z Kaszubów Kamieńską, na wiosnę 1850 r. udała się do Wilna.

Już od kilku lat w Biłgoraju na Lubelszczyźnie powstaje Miasteczko na Szlaku Kultur Kresowych. To kompleks zabudowań, w którym znajdą się lokale mieszkalne oraz zrekonstruowane przedwojenne obiekty architektury drewnianej, między innymi synagoga i cerkiew. Miasteczko buduje się od 2009 r. i jest projektem Fundacji Biłgoraj XXI.

Drożdże! Drożdże! Lepy na muchy! Lepy na muchy! A komu rękawicy na futrze! Cukierki, cukierki! Lody, lody, lody z rodzynkami! Takie głosy można było usłyszeć na rynkach Grodna jeszcze kilkadziesiąt lat temu. Rynek zawsze był oddzielnym światem we wnętrzu wielkiego miasta.

Przyjaciele

Scroll to top